Pomin nawigacje

W hołdzie Grottgerowi


     

     Wydarzeniem kulturalnym dla Zamościa stał się wernisaż wystawy "W hołdzie Grottgerowi", zorganizowanej przez Muzeum Zamojskie. Wystawa zawiera 12 oryginalnych prac Grottgera (ze zbiorów Lwowskiej Galerii Sztuki, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Okręgowego w Tarnowie, Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie i zbiorów prywatnych), XIX-wieczne heliograwiury z cykli: Polonia, Lituania i Wojna, rotograwiury z cykli: Polonia, Warszawa I oraz obrazy powstałe na plenerze grottgerowskim w Dyniskach. Patronat honorowy nad wystawą objął bp Jan Śrutwa, ordynariusz diecezji zamojsko-lubaczowskiej.
     Artur Grottger (1837-1867), polski malarz, którego nazwisko w towarzystwie Matejki i Chełmońskiego zostało zamieszczone na gmachu warszawskiej Zachęty. Bard patriotycznych nastrojów związanych z powstaniem styczniowym. Kochający i kochany narzeczony Wandy Monné, którego płomienna miłość nie została spełniona w małżeństwie. Przedwcześnie zmarły romantyk. Nie podejmując naukowej analizy twórczości artysty, warto jednak spojrzeć na niego z innej nieco perspektywy, na którą wskazał podczas otwarcia zamojskiej wystawy Ksiądz Biskup. Otóż przeglądając prace malarza oraz czytając jego pamiętniki i listy, nie sposób oprzeć się wrażeniu głębokiej religijności artysty.
     Wraz z trójką rodzeństwa Artur wychowywał się w rodzinie pełnej ciepła i miłości. Rozpieszczany przez mamę, dziadków i ciocie. Wcześnie musztrowany przez uwielbianego tatkę - wielkiego patriotę, oficera w rezerwie, malarza i światowca, człowieka pobożnego i prawego. Kochany, "Kocha właściwie cały świat. Wszyscy niemal wydają mu się dobrzy, poczciwi, najdrożsi. Co dzień, gorącą modlitwą za «swoich» kończy dzień". Tak piszą o jedenastoletnim Arturze Maryla Wolska i Michał Pawlikowski w wydanej we Lwowie książce Artur i Wanda. Dzieje miłości Artura Grottgera i Wandy Monné. Jego listy do rodziców pisane z Krakowa, dokąd w 1852 r. wyjechał do szkół, są przepojone miłością, troską o wszystkich domowników, pełne westchnień do Boga i próśb polecających oraz zapewnień o modlitwie. O tym, jak ważne miejsce w życiu chłopca zajmuje modlitwa, świadczy prowadzony podczas pobytu w Krakowie (1854) dziennik, w którym każdy niemal opisywany dzień kończy stwierdzeniem: "Po modlitwie zasnąłem".
     Pobyt Artura Grottgera w Wiedniu (1855-1865) naznaczony był poszukiwaniem drogi artystycznej, ale także stylu życia. Być może przedwczesna, zbyt trudna samodzielność, nie pozbawiona troski o każdy dzień, ciągłe niedostatki, a nawet wręcz bieda, które towarzyszyły młodemu człowiekowi, spowodowały, że zaczął żyć chwilą. Żarliwa, dziecięca pobożność, w okresie wchodzenia w dorosłość na długie lata stygnie.
     Po powrocie z Wiednia Grottger osiadł we Lwowie. W styczniu 1866 r., podczas balu, Artur i Wanda Monné zostali sobie przedstawieni. Gorące uczucie ogarnęło oboje. Wkrótce Artur oświadczył się Wandzie, ta oświadczyny przyjęła. Zaczął się najpiękniejszy okres dla narzeczonych. Przez ostatnie dwa lata życia artysty Wanda pełniła rolę jego muzy i powiernicy.
     W swoim pamiętniku Wanda opisała wówczas Artura tak: "Artur - była to dusza pełna cudów piękności, mimowiednie chyląca się zawsze do źródła piękna, do Boga. Mówię: mimowiednie, bo życie i otoczenie jego często go mogło oddalać od Boskich idei, a jedynie dusza jego, tak hojnie łaską obdarzona, mogła ocalić w tych warunkach swe szczytne i czyste pojęcia".
     Narzeczeni ponownie spotkali się w czerwcu 1866 r. w majątku Skolimowskich w Dyniskach. Artysta kończył tam dwa ostatnie kartony Lituanii. Narzeczona użyczyła swej twarzy i rąk żonie leśnika, tulącej dziecię w obrazie Duch. Na klęczkach pozowała także do kartonu Widzenie, służąc za model postaci sybiraczki. W pamięci narzeczonych pozostał spacer o świcie do pobliskiego lasu i szczęśliwe chwile spędzone pod starą sosną. Po latach Wanda napisała: "Od lat już las ten cały wykarczowany (...) Ta sosna jedna ocalała, samotna teraz na całym obszarze, a na niej kapliczka z obrazkiem Panny Częstochowskiej, namalowana i zawieszona dla pamiątki przez mojego męża". Sosna stała po sześćdziesięciu latach, gdy powstawała książka o Arturze i Wandzie. Stoi i dziś. Uschnięta, pozbawiona życia. Długowieczny świadek wielkiej miłości narzeczonych, poruszający wyobraźnię wszystkich, którzy znają tę historię. Przez długie lata, jak wspominają mieszkańcy Dynisk, przy sośnie z kapliczką odbywały się nabożeństwa majowe.
     Szczęśliwy pobyt przerwał nagły wyjazd Wandy. Artur pozostał w Dyniskach, gdzie kończył Widzenie, wzorując się na obrazku Matki Bożej Częstochowskiej nadesłanym przez Wandę ze Lwowa. "Matkę Boską muszę stworzyć: nie myślałem, że taki sam, smutny, będę leżał u Jej stóp, kończąc ten obraz". W Dyniskach powstały także pierwsze szkice do Wojny. Cykl ten dedykował artysta narzeczonej.
     Podczas grudniowego spotkania we Lwowie narzeczeni wymienili zaręczynowe pierścionki. Widzieli się wówczas po raz ostatni. W grudniu 1866 r. Grottger wyjechał do Paryża, opuszczając kraj na zawsze. Towarzyszył mu krzyżyk uczyniony na czole ręką narzeczonej oraz gorąca modlitwa. Jeden z listów napisany do ukochanej z Paryża zawiera wyznanie dojrzałej wiary, złożone podczas pobytu w katedrze Notre Dame: "gdym naraz spojrzał na bok (...) zobaczyłem Chrystusa ukrzyżowanego, nagiego, kurzem i pyłem okrytego - niewidzialnego przez nikogo - takiego opuszczonego - biednego, naszego Boga! - to wówczas tak mnie coś w sercu zabolało, że musiałem w cichości trochę popłakać. - Boże, pomyślałem, Ty, któremu my nędzni wszystko zawdzięczamy, bo nasze życie prawdziwe i wiedzę o Bóstwie, o najwyższej doskonałości - Ty, który przykładem dotykalnym nauczyłeś nas ocenić i pokochać najwyższe dobro - Ty mój Boże jesteś tu niewidziany - niesłyszany i niepojęty!".





kontakt: Danuta Kawałko | design by Piotr Borowiec
góra stronymapa strony