Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji
w Zamościu

ul. Akademicka 4, 22-400 Zamość
email: poczta@wszia.edu.pl    spis telefonów »
Informacja: Wykorzystanie ciasteczek na stronach w domenie wszia.edu.pl więcej »
ENG UA
Wirtualna Uczelnia WSZiA
Wirtualna Uczelnia
Portal
Portal Informa- cyjno - Edukacyjny
Poczta
Poczta
WSZiA
Lerni
Kursy Lerni
OPAC
Katalog
OPAC
WSZiA na Facebook
WSZiA
Facebook
Informator rekrutacyjny Studia podyplomowe Centrum Szkoleń i Karier Przetargi Media o nas Kontakt

MYŚLENIE MA PRZYSZOŚĆ

2014-08-13 03:28:28

Marcin Tchórz, absolwent informatyki i ekonometrii pracuje obecnie jako transport logistic manager w firmie Air Products. Mieszka na przedmieściach Dublina. Na pytanie czy osiągnął sukces? Żartuje, że nie zarobił jeszcze pierwszego miliona euro. Jego sukcesem jest szczęśliwa rodzina. Żona Dominika, również absolwentka Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Zamościu na kierunku administracja.  Dwójka dzieci – 6 - letnia Sonia i 1,5 - roczny Aron.

Polak jak pracuje? Kosi trawę dotąd aż skończy. Irlandczyk w trakcie koszenia ma czas na wszystko, łącznie ze spotkaniami z przyjaciółmi. Ma dużo czasu, bo dla niego praca jest przyjemnością. Ktoś mądry powiedział – rób to co lubisz – nie będziesz musiał pracować. Opowieść Marcina w dużej mierze opiera się na tej tezie.

Studia

Jak zaczęły się jego problemy ze zdrowiem musiał przerwać studia lotnicze na politechnice.  Nie zastanawiał się, gdzie będzie dalej studiować i na jakim kierunku. Poszedł za kolegą, bo  informatyka była najbliższa jego zainteresowaniom.

Marcina jako studenta nie dało się nie zapamiętać. Wysoki, postawny i ciągle zadowolony z życia. Pracował jako skarbnik w samorządzie studenckim. Dobry organizator. Juwenalia, imprezy studenckie, wolontariat w domu dziecka - wszędzie go było pełno. Nie było więc wielkim zaskoczeniem, że gdy do uczelni przyjechali na wymianę studenci z Belgii, to oczywiście w gronie „opiekunów” znalazł się także Marcin. Był jednym z trzech muszkieterów, którzy zajmowali się obcokrajowcami. Studentom belgijskim pokazali cały region, zwiedzili m.in. Zwierzyniec, Krasnobród, Zamość ( z naciskiem na fajne knajpy!).

Stijn do tej pory jest moim przyjacielem – wspomina Marcin jednego ze studentów belgijskich. Uczelnię wspomina jako nieustającą bezstresową przygodę z wielkim finałem na zakończenie. Dominka, wówczas jego dziewczyna, kazała mu podejść do obrony dyplomu. – Co Ci szkodzi – spróbuj – usłyszał. Nie planował, gdyż wiedział że wyjeżdża za granicę. W poniedziałek miał obronę a w środę już był w samolocie.

Irlandia zielona

9 lat temu wyjechał z Dominiką i kolegą z roku.  – Z perspektywy czasu wiem, że to była totalna głupota. Nie mieliśmy pracy i spania. Po 1000 euro w kieszeni – opowiada Marcin. Dlaczego wyjechał? Powtórzył wielokrotnie podczas rozmowy, że tam będzie jego dom, gdzie będzie praca. W Zamościu, jeszcze w uczelni pracował jako ankieter. Podczas studiów dorabiał także jako barman w „Bramie”. Pierwsza nieudana próba znalezienia pracy w Katowicach i decyzja o wyjeździe – to była chwila.

Po wylądowaniu na lotnisku, wsiedli do pierwszego z brzegu autobusu i tak dojechali do Dublina. Pracę znaleźli bardzo szybko. Dominika, początkowo jako kelnerka, później w obsłudze kawiarenki internetowej. W tej kawiarence pracowała cała trójka. – A później przez 6 lat na lotnisku. Robiłem wszystko – zacząłem jako bagażowy a skończyłem jako kierownik – uśmiecha się Marcin.

W 2005 pracy było bardzo dużo i jak twierdzi Marcin, każdy kto chciał pracować – pracował i rzeczywiście była to kraina szczęśliwości dla osób aktywnych i przedsiębiorczych. Biegła znajomość języka angielskiego była sprawą drugorzędną. Bardzo szybko ustabilizowała się sytuacja  ekonomiczna rodziny Marcina. Jego żona Dominika zaczęła pracować jako kasjerka w Lidlu i  w niecały rok po trzech awansach została kierownikiem placówki. Znała dobrze język, chciała pracować i umiała zaproponować coś od siebie.
Rodzina Marcina nie odczuła kryzysu 2007 – 2010 roku. Słyszeli o bankructwach firm i zwolnieniach, nawet po kilka tysięcy ludzi z jednego zakładu. Nawet wśród znajomych z Polski mieli kolegów, którzy stracili wszystko i musieli wracać do kraju.

Polak – Polakowi wilkiem

Od osób wyjeżdżających za granicę często słyszy się opinię, że najgorzej jest trafić do pracy u rodaka. Hmmm. Chyba się nie lubimy za granicą.

Zaprosiłem mojego dobrego kolegę do pracy w swojej firmie i był tym dobrym kolegą jeszcze tylko przez miesiąc. Zachowywał się beznadziejnie, był zazdrosny o to co ja osiągnąłem. Chciał mieć wszystko od razu. Dostał wszystko a miał pretensje o  warunki pracy, wynagrodzenie itp.– wtedy Marcin postanowił, że nikogo nie będzie uszczęśliwiać na siłę. Ma dobrą reputację w swoim środowisku, w swojej firmie jest uważany za specjalistę. Jest dobrym sąsiadem.

W domu rozmawiamy po polsku ze względu na dzieci (chcemy aby dzieci potrafily sie komunikowac z dziadkami i rodziną mieszkającą w Polsce). W towarzystwie zawsze po angielsku – mówi Marcin. Sąsiad zapytał, dlaczego nigdy nie rozmawiają przy nim po polsku. – Nie chcę żebyś myślał, że się z Ciebie wyśmiewam – usłyszał w odpowiedzi. Sąsiad poklepał Marcina po ramieniu i stwierdził, że pracował z ludźmi z całego świata, ale nikt nie potraktował go z takim szacunkiem.

Irlandczycy i Polacy są do siebie podobni i lubią się wzajemnie. Starsi Irlandczycy lubią wszystkich. Są bardzo otwarci i życzliwi dla obcokrajowców. Chętnie pomagają. Nie lubiani są tylko tacy, którzy mogą pracować a nie pracują, bo wolą korzystać z wysokich świadczeń socjalnych. Tych nie lubi nikt.

Jaka Polska?

Raz w roku starają się przyjechać do Polski. Tęsknią za rodzicami, dziadkami, rodzeństwem. Chętnie spotykają się ze znajomymi. 

Chciałem wrócić i pracować w Świdniku na lotnisku, ale nie zgodzono się na moje warunki finansowe  - tłumaczy Marcin. Irlandia jest dla niego świetnym krajem do pracy i mieszkania. Tylko 3 godziny samolotem i jest w domu rodzinnym. Przez chwilę myśleli o Kanadzie czy nawet Australii. Ale wspólnie uznali, że to jednak za daleko od Polski.

Marcin z perspektywy zagranicy docenia zmiany w kraju. Autostrada do Warszawy. Piękny Zamość z gokartami w parku i konikami na Starówce. W domu wypoczywa. Chociaż nie wszystko rozumie. 
Ludzie z całego świata przyjeżdżają a tu przychodzi straż miejska i wygania klientów z restauracji, bo jest cisza nocna – Marcin wspomina zabawy podczas festiwalu folkowego. Chwali się znajomym, że w Zamościu wszyscy mówią po angielsku, w McDonaldzie, w restauracjach, w sklepach, na ulicy. Czasami się wygłupia i udaje obcokrajowca. I nikt przed nim nie ucieka, wręcz przeciwnie - odpowiada i stara się pomóc. Pojechali z bratem do Warszawy i tu zaskoczenie. Firma ta sama czyli McDonald i dziewczyna przyjmująca zamówienie w panice, bo nie rozumie. I smutna konkluzja brata - W Zamościu pracują po studiach a w Warszawie niekoniecznie.

Marcin jako pracownik lotniska, był jednym z nielicznych, którzy byli po szkole średniej i po studiach (przeważnie Polacy, Słowacy i Czesi mieli ukończone szkoły średnie i co niektórzy jeszcze studia).
Kwalifikacje są potrzebne a nie papier. Ważna jest praktyka i doświadczenie, liczą się umiejętności. Bez słowa wiesz co masz zrobić i umiesz sobie pracę udoskonalić. Coś proponujesz od siebie, jesteś zaangażowany. To natychmiast zostanie docenione i awansujesz, bo myślisz (myślenie ma przyszłość-śmiech) i nie działasz jak automat – podsumowuje Marcin.

wszystkie aktualnosci »

TELC

partner ZUS Współpraca partnerska